T-Mobile wie, że pokolenia zmieniają się. Lekcja o grupie docelowej w komunikacji marki

T-Mobile wie, że pokolenia zmieniają się. Lekcja o grupie docelowej w komunikacji marki

Swego czasu świadczyłam usługi dla firmy, w której podczas jednej z rozmów manager marketingu określił ich grupę docelową jako „głupią mentalnie”. Nie przywołuję tej historii aby kogokolwiek oceniać ani tym bardziej piętnować. Wracam do niej bo to jedno zdanie zostało ze mną na długo jako przykład pułapki, w którą w marketingu można wpaść zaskakująco łatwo.

20-latek z 2010 roku i 20-latek z 2026 roku to nie ten sam klient

Bo kim właściwie są „młodzi”? Jacy są?
Roszczeniowi? Niecierpliwi? Skupieni na sobie? Ambitni? Zagubieni? Świadomi? A może przeciwnie – podatni na wpływy?
Każde z tych określeń można prawdopodobnie poprzeć jakąś obserwacją, badaniem albo przykładem. Tylko że każde z nich jest jednocześnie uproszczeniem.

Jednym z ciekawszych przykładów pokazujących, jak bardzo zmienia się sposób myślenia kolejnych pokoleń, jest najnowsza kampania T-Mobile „Nie daj sobą kierować” skierowana do pokolenia Z.

Marka nie zaczyna w niej od parametrów oferty ani od kolejnego argumentu przemawiającego za wyborem jej usług. Zaczyna od napięcia, które istnieje w życiu grupy docelowej – odbiorcy.

T-Mobile mówi o pokoleniu dorastającym w świecie nieustannego dostępu do informacji, trendów, algorytmów, porad i opinii. O ludziach, którzy każdego dnia słyszą, co powinni robić, jak wyglądać, co jeść, jak trenować, gdzie pracować, jak się rozwijać, co osiągnąć i jak właściwie powinno wyglądać ich życie. W komunikacji kampanii pojawia się więc proste przesłanie: wycisz „doradców z tylnego siedzenia”, zaufaj sobie i żyj na własnych zasadach.

I właśnie to jest w tej kampanii interesujące z punktu widzenia strategii marki!

Jeszcze kilkanaście lat temu bardzo silnym kulturowym motywem kierowanym do młodych dorosłych było: rozwijaj się, pracuj nad sobą, możesz osiągnąć więcej, zostań najlepszą wersją siebie. Milenialsi wchodzili w dorosłość w świecie zafascynowanym samorozwojem, produktywnością, przekraczaniem własnych granic i budowaniem kariery. „Możesz więcej” było już nie tylko sloganem, ale motorem napędowym, triggerem każdej aktywności.

Dzisiaj, dla części młodszych odbiorców, dokładnie ta sama narracja może być kolejnym źródłem presji.

Bo jeśli przez kilkanaście lat internet mówi ludziom, żeby byli lepsi, bardziej produktywni, bardziej świadomi, bardziej fit, bardziej przedsiębiorczy, bardziej spełnieni i jeszcze koniecznie znaleźli swoją pasję, to w pewnym momencie atrakcyjną obietnicą przestaje być stań się kimś więcej, a zaczyna nią być: nie musisz słuchać wszystkich.

T-Mobile nie mówi więc Gen Z tego samego, co marki mówiły dwudziestolatkom kilkanaście lat temu, tylko opakowanego w TikToka i młodszych bohaterów. Próbuje zrozumieć napięcie charakterystyczne dla świata, w którym ci ludzie funkcjonują.

I to jest ważna lekcja dla znacznie mniejszych marek.

Grupa docelowa to tylko pudełko

Kiedy czytam opisy grup docelowych stworzone przez mikrotwórców, zazwyczaj czytam to, co można zobaczyć i stosunkowo łatwo zmierzyć: wiek, płeć, miejsce zamieszkania, dochody, stanowisko, wykształcenie czy sytuację rodzinną. To potrzebne informacje, ale same w sobie mówią o człowieku bardzo niewiele.

Z określaniem grupy docelowej jest trochę jak z prezentem. Możemy dokładnie opisać wielkość pudełka, jego kolor, rodzaj papieru i kokardę, ale przecież to nie pudełko jest istotą prezentu. Istotą jest to, co znajduje się w jego środku.

Najciekawsze z punktu widzenia komunikacji jest właśnie to, czego na pierwszy rzut oka nie widzimy:

  • lęki,
  • problemy,
  • aspiracje,
  • potrzeby,
  • ambicje,
  • pasje,
  • doświadczenia,
  • styl życia,
  • frustracje,
  • poczucie bezpieczeństwa (albo jego brak).

Innymi słowy – powody, dla których człowiek czegoś chce, czegoś unika, komuś ufa, czegoś się boi albo wybiera jedną markę zamiast drugiej.

Demografia mówi nam więc, kim klient jest na papierze. Nie mówi natomiast kim jest jako człowiek.

Dlatego zdanie „oni są głupi” jest dla strategii marki tak niebezpieczne – to lekceważące określenie zamyka drogę do zadawania kolejnych pytań. Bo jeśli uznam, że ktoś zachowuje się w określony sposób, bo „taki jest”, to nie muszę już zastanawiać się, dlaczego tak robi. Nie muszę szukać jego motywacji, poznawać kontekstu ani sprawdzać, czego być może nie rozumiem. Wkładam kilka, kilkadziesiąt albo kilkaset tysięcy ludzi do jednego worka i zaczynam projektować komunikację dla wyobrażenia o nich, zamiast dla nich.

Za każdą grupą stoją pojedynczy ludzie

To szczególnie łatwo przeoczyć w dużych organizacjach, gdzie odbiorca zaczyna funkcjonować jako segment, rekord w CRM-ie, wynik cyfrowy albo kolorowy prostokąt na prezentacji.

Tymczasem kobieta 25-34, duże miasto może być trzydziestoletnią właścicielką firmy, która właśnie zatrudnia pierwszego pracownika i boi się, czy udźwignie odpowiedzialność. Może być specjalistką, która po ośmiu godzinach pracy chce po prostu świętego spokoju. Może właśnie wróciła z urlopu macierzyńskiego, zmienia zawód, urządza pierwsze mieszkanie, opiekuje się rodzicem, trenuje do maratonu albo zbiera pieniądze na podróż życia.

To nie tak, że warto pamiętać – jako osoby odpowiedzialne za działania komunikacyjne marki musimy pamiętać, że każdy człowiek ma rodzinę, problemy, doświadczenia, osobowość, relacje, sukcesy, zranienia i własne powody, dla których podejmuje określone decyzje. Tego wszystkiego nie zobaczymy ani w metryczce, ani ogólnym określeniu oni tacy są.

A przecież właśnie w tych „każdy człowiek ma” znajduje się odpowiedź na tak ważne pytania – jak zaprojektować produkt, usługę, doświadczenie i komunikację, aby naprawdę odpowiadały na potrzeby odbiorcy i realizowały cel.

To, co powierzchowne i widoczne na pierwszy rzut oka, pomaga nam człowieka znaleźć. To, co niewidoczne, pomaga nam go zrozumieć. A dopiero rozumiejąc – jesteśmy w stanie się odnieść.

Jedna osoba nie zawsze jest jedną personą

Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać – człowiek nie wchodzi w relację z marką jako niezmienna postać z prezentacji strategicznej. Ta sama osoba może mieć zupełnie inne potrzeby, emocje i obawy w zależności od momentu, w którym się znajduje.

  • Kiedy odbiorca pierwszy raz trafia na markę, może zastanawiać się przede wszystkim: Czy oni w ogóle rozumieją mój problem?
  • Kiedy porównuje oferty: Czy warto im zaufać?
  • Po zakupie: Czy dobrze wybrałam?
  • Gdy pojawia się problem: Czy ktoś potraktuje mnie poważnie?
  • A po jego (nie)rozwiązaniu: Czy chcę do nich wrócić?

Demograficznie przez cały czas ten człowiek jest dokładnie tą samą osobą. Z perspektywy doświadczenia i komunikacji – jej sytuacja zmienia się diametralnie.

Dlatego dobrze opracowane persony nie powinny być tylko bardziej szczegółową wersją danych demograficznych. Powinny pomagać zobaczyć człowieka w konkretnym kontekście.

Po pracy wszyscy przestajemy być targetem

W strategiach łatwo zapomnieć o jeszcze jednej, bardzo rzeczy – niezależnie od tego, czy komunikujemy się B2B, B2C, do pracowników, kandydatów, klientów premium czy nastolatków – po drugiej stronie nadal znajduje się człowiek.

Dyrektor finansowy po zamknięciu laptopa nie jest już decision makerem z segmentu enterprise. On wraca do domu, zastanawia się, co zrobić na kolację, martwi się o dziecko, planuje wakacje, ogląda serial, zamawia buty albo zastanawia się, czy jego małżeństwo nie kieruje się ku rozwodowi. Prezes, marketing manager, pracownik magazynu, student, właściciel jednoosobowej działalności – oni wszyscy mają swoje doświadczenia, aspiracje, problemy i emocje.

Podsumowanie

Dlatego dobra komunikacja nie polega wyłącznie na tym, żeby wiedzieć, do kogo mówimy. Polega na tym, żeby próbować zrozumieć, co ten człowiek może w danym momencie czuć, czego potrzebować i dlaczego określony komunikat miałby być dla niego istotny.

Pokolenia zmieniają się – zmieniają się warunki ekonomiczne, technologia, rynek pracy, kultura, sposób budowania relacji i źródła społecznej presji. Dwudziestolatek z 2010 roku i dwudziestolatek z 2026 roku mogą mieć tyle samo lat, ale dorastali w zupełnie innych światach.

Dobra persona również nie powinna być stereotypem ubranym w ładniejszą prezentację. Powinna zmuszać markę do zejścia poziom głębiej: od wieku do etapu życia, od stanowiska do sytuacji, od zachowania do jego przyczyny, od potrzeby funkcjonalnej do emocji, która za nią stoi.

Dobra komunikacja zaczyna się nie wtedy, kiedy naprawdę próbuje zrozumieć, do kogo mówi i co dzieje się po drugiej stronie.