Emocje klientów są ważniejsze niż cechy produktu. Case Nescafé

Emocje klientów są ważniejsze niż cechy produktu. Case Nescafé

Wiele firm wciąż buduje swoją komunikację wokół cech produktu. Biorą produkt do ręki i zastanawiają się, co warto o nim powiedzieć? Czym się charakteryzuje? Co go wyróżnia? Lepsza jakość, szybsze działanie, nowoczesna technologia, więcej funkcji czy niższa cena – to argumenty, które pojawiają się niemal w każdej branży i przy każdym produkcie. Szkopuł polega jednak na tym, że klienci bardzo rzadko podejmują decyzje wyłącznie na podstawie racjonalnych przesłanek. O tym, czy kupią produkt, często decydują emocje, przekonania oraz to, jak zakup wpływa na ich obraz samych siebie.

To właśnie dlatego znajomość emocji grupy docelowej jest jednym z najważniejszych elementów strategii marki, strategii komunikacji i projektowania doświadczeń klientów.

Świetnie pokazuje to jedno z najbardziej znanych badań psychologii konsumenta przeprowadzone przez Ernesta Dichtera i rozwinięte przez Masona Haire’a w latach 50. XX wieku podczas wprowadzania kawy rozpuszczalnej Nescafé na rynek amerykański.

Dlaczego dobra kawa nie chciała się sprzedawać

Zanim kawa rozpuszczalna trafiła do sprzedaży, producent przeprowadził klasyczne badania konsumenckie. W ślepych testach gospodynie domowe oceniały smak kawy bardzo wysoko, a w wielu przypadkach nawet lepiej niż tradycyjnie mieloną kawę Maxwell House.

Wszystko wskazywało więc na sukces – produkt był wygodniejszy, szybszy w przygotowaniu i dobrze oceniany pod względem smaku. Posiadał więc bardzo silne korzyści funkcjonalne, które (z perspektywy producenta) powinny przekonać konsumentki do zakupu. Po premierze jednak okazało się, że sprzedaż jest znacznie niższa od oczekiwań. Co więcej, klientki deklarowały, że kawa im nie smakuje. Było to zaskakujące, ponieważ przeczyło wynikom wcześniejszych badań.

Problemem nie był produkt. Problemem były emocje.

Aby zrozumieć przyczynę niepowodzenia, przeprowadzono kolejne badanie z wykorzystaniem techniki projekcyjnej.

Uczestniczkom pokazano dwie niemal identyczne listy zakupów. Jedyna różnica polegała na tym, że na jednej znajdowała się kawa rozpuszczalna Nescafé, a na drugiej tradycyjna kawa mielona Maxwell House. Następnie poproszono kobiety o opisanie osoby, która zrobiłaby takie zakupy.

Wyniki okazały się niezwykle interesujące.
Kobieta kupująca kawę rozpuszczalną była znacznie częściej opisywana jako leniwa, źle planująca wydatki czy nawet będąca gorszą gospodynią. Natomiast osoba wybierająca tradycyjną kawę – była postrzegana jako bardziej oszczędna i gospodarna.

Warto zauważyć, że uczestniczki nie oceniały samej kawy. Oceniały człowieka, który po nią sięgał.
I właśnie tutaj ujawniła się prawdziwa bariera zakupowa.

Klienci kupują nie tylko produkt. Kupują także jego znaczenie.

Z perspektywy producenta kawa rozpuszczalna oznaczała wygodę i oszczędność czasu. Z perspektywy klientek – jej wybór zagrażał ich tożsamości. W kulturze lat 50. dobra gospodyni była osobą pracowitą, troskliwą i poświęcającą czas rodzinie. Sięgnięcie po produkt ułatwiający pracę mogło zostać odebrane jako lenistwo lub brak zaangażowania.

Problemem nie była więc jakość produktu, tylko lęk przed oceną społeczną i utratą przynależności do grupy dobrych gospodyń.

To pokazuje, że emocje grupy docelowej potrafią całkowicie zneutralizować nawet najbardziej atrakcyjne korzyści funkcjonalne.

Dlaczego same cechy produktu nie wystarczą?

Firmy często zakładają, że klient zachowuje się racjonalnie – skoro produkt jest lepszy, szybszy i tańszy, powinien wygrać z konkurencją.

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej – oprócz funkcjonalności, ludzie kupują również poczucie bezpieczeństwa, przynależności, statusu, spójności z własnymi wartościami czy pozytywnego obrazu siebie.

Każdy zakup niesie za sobą pewien komunikat – nie tylko wobec innych ludzi, ale również wobec samego siebie. To właśnie dlatego dwie osoby mogą identycznie ocenić parametry produktu, a mimo to podjąć zupełnie różne decyzje zakupowe.

Strategia marki powinna odpowiadać na emocje klientów

Gdyby producent kawy rozpuszczalnej znał prawdziwe obawy swoich klientek wcześniej, prawdopodobnie inaczej zaprojektowałby komunikację marki. Zamiast przekonywać, że kawa jest wygodniejsza i szybsza w przygotowaniu, mógłby pokazać, że korzystają z niej troskliwe, nowoczesne i odpowiedzialne gospodynie, które dzięki zaoszczędzonemu czasowi mogą poświęcić więcej uwagi rodzinie.

To właśnie na tym polega dobra strategia komunikacji. Nie na głośniejszym mówieniu o zaletach produktu, lecz na zrozumieniu emocji, które towarzyszą decyzjom klientów.

DOŁĄCZ DO GRUPY

i bierz udział w dyskusjach na temat wizerunku i komunikacji marek!

 

Poznanie emocji klientów pozwala projektować lepsze doświadczenia

Badanie dotyczące kawy rozpuszczalnej pokazuje, że klienci bardzo często nie potrafią lub nie chcą powiedzieć, dlaczego tak naprawdę podejmują określone decyzje. Ich odpowiedzi bywają racjonalizacją znacznie głębszych motywacji. Dlatego skuteczne projektowanie customer experience nie zaczyna się od mapowania procesu zakupowego ani od tworzenia kolejnych funkcjonalności tylko od zrozumienia człowieka – jego potrzeb, wartości, obaw i emocji.

Dopiero kiedy bardzo dobrze rozłoży się na czynniki pierwsze grupę docelową – można świadomie projektować komunikację, doświadczenia i wizerunek marki w taki sposób, aby klient czuł, że dokonując zakupu, wzmacnia swój obraz siebie, a nie mu zagraża.

Podsumowanie

O sukcesie produktu nie zawsze decydują jego właściwości funkcjonalne. Skupianie się wyłącznie na produkcie sprawia, że nie bierze się pod uwagę najważniejszego elementu – człowieka. Czasami największą barierą w sprzedaży okazują się emocje, których klient nawet nie potrafi nazwać. To właśnie dlatego znajomość emocji grupy docelowej jest fundamentem skutecznej strategii marki, strategii komunikacji i projektowania doświadczeń klientów. Marka, która rozumie nie tylko to, czego potrzebują klienci, ale również czego się obawiają i jak chcą być postrzegani, buduje znacznie silniejszą przewagę konkurencyjną niż ta, która ogranicza komunikację wyłącznie do opisywania cech swojego produktu.

Złe zarządzanie zespołem kreatywnym hamuje wzrost firmy – case study Disneya

Złe zarządzanie zespołem kreatywnym hamuje wzrost firmy – case study Disneya

W latach 70. i 80. studio Disney zmagało się z poważnym kryzysem związanym między innym ze źle zarządzanym zespołem kreatywnym. Wielu utalentowanych animatorów, w tym Don Bluth, John Pomeroy i Gary Goldman, zdecydowało się odejść i założyć własne studio. Dlaczego? Z jednej strony weterani „dziewiątki staruszków” nie chcieli ustąpić miejsca, a formalna struktura coraz bardziej hamowała świeże pomysły. Z drugiej, rywalizacja o stanowiska wśród doświadczonych dyrektorów powodowała, że ludzie obawiali się promować młodsze talenty.

Sprzeciw wobec świeżych pomysłów

Don Bluth i kilkunastu innych animatorów opuściło Disneya w 1979 roku, co opóźniło kolejny film Disneya o pięć–sześć lat. Bluth wspominał, że kiedy proponował coś nowego, „od razu spotykał się z odpowiedzią: nie, w Disneyu tak się tego nie robi”. Biurokracja sprawiała, że każda zmiana była niemożliwa. Mental Floss opisuje, że młodzi artyści byli rozczarowani taśmowym podejściem i biurokratycznym procesem, które rozwijało się wraz z rozrostem studia.

Zraniona duma

Po sukcesie 101 dalmatyńczyków  (1961 r.) żadne nowe technologie nie pojawiły się w animacjach Disney’a. , przez co wielu utalentowanych animatorów zaczęło opuściło firmę.  Kolejny kryzys przyszedł w 1979 roku, kiedy „Dziewięciu Staruszków” postanowiło ostatecznie odejść na emeryturę. Studio zostało więc w rękach drugorzędnych artystów, którzy od dziesięcioleci czekali na swoją kolej. Nie byli pewni swojej pozycji w firmie, dlatego bronili się przed młodszymi talentami, tłamsząc ich i blokując ich pomysły, bo, jak tłumaczyli, nie chcieli dopuścić do tego, by podwładni awansowali szybciej niż oni sami.

Co się stało, gdy talenty odeszły?

Don Bluth, główny animator, i jego zespół zabrali ze sobą know‑how, a Disney musiał zaczynać od zera. Washington Post pisał, że odejście grupy Blutha opóźniło następny film studia o pięć – sześć lat, gdyż trzeba było od nowa szkolić ludzi.
Dodatkowo odejście utalentowanego zespołu przyczyniło się do stworzenia… studia Pixar! Studia, które odmieniło rynek animowanych produkcji i wprowadziło całkiem nowe standardy.

Pracownik potrzebuje czegoś więcej niż premii

Wiele organizacji stara się utrzymać pracowników dodatkowymi benefitami jak owocowe czwartki, multisport, praca hybrydowana czy corocznymi premiami. Jednocześnie badania McKinseya pokazują, że największe znaczenie dla satysfakcji z pracy mają dobre relacje i poczucie sensu, a poziom wynagrodzenia odpowiada za zaledwie 4% różnic w zadowoleniu. Ludzie odchodzą, gdy czują się niepotrzebni albo nikt nie wsłuchuje się w ich głos. Nawet najlepsze benefity nie zrekompensują braku uznania i możliwości rozwoju.

Wnioski dla liderów i marek
  1. Słuchaj i ufaj zespołowi. Gdy Twoi pracownicy zgłaszają pomysły, nie odpowiadaj: „Zawsze robiliśmy to inaczej”. Taki odruch może kosztować Cię utratę ludzi i lata rozwoju.
  2. Przejrzyste awanse i docenianie talentu. Nie pozwól, aby strach przed konkurencją determinował decyzje. Jasne kryteria awansów pomagają uniknąć zazdrości i goryczy.
  3. Hierarchia jako narzędzie, nie mur. Struktura organizacyjna daje jasność ról, ale nie powinna tłumić kreatywności. Liderzy powinni zachęcać do myślenia „pod prąd”, nawet jeśli wymaga to wyjścia poza własne schematy i przekonania.
  4. Dbaj o psychologiczne potrzeby pracowników. Uznanie, ciekawa praca i poczucie wspólnoty wpływają na satysfakcję bardziej niż pieniądze. Jeżeli tego zabraknie, żadne dodatki nie zatrzymają ludzi.
  5. Wyciągaj wnioski z błędów. W historii Disneya porażki liderów stały się fundamentem sukcesu Pixara. Zamiast kopiować konkurencję, warto uczyć się na czyichś błędach i rozwijać własną kulturę.
Dlaczego to ważne dla Ciebie?

Jeśli prowadzisz markę lub zespół, pamiętaj, że kreatywność nie rodzi się w próżni ani nie jest wynikiem dobrze odhaczonych punktów z checklisty lub przestrzegania rygorystycznych standardów. Kreatywność zespołu wymaga zaufania, otwartości na różne perspektywy i odwagi lidera, by przyznać, że nie zawsze ma rację. Historia Disneya pokazuje, że zaniedbanie tych elementów prowadzi do stagnacji, natomiast wsłuchanie się w głos zespołu przynosi innowacje, które mogą odmienić rynek i stać się nową jakością.